HWDP – Harcerze Wreszcie Dali Popis!

Dzień Ciepły! Dzień Dobry! Czuwajcie i nie usypiajcie, albowiem ten wpis będzie megawakacyjny, ekstrapozytywny i superosobisty. No i totalnie niesamowity harcerski.
A więc przeżyłam te dwa pracowite tygodnie, pozbawiona cudów techniki, normalnego sedesu (do wyboru był Toi-Toi, latryna – budownicy-wielkoludy zbudowali siedzenie tak wysoko, że aby usiąść, musiałam podskoczyć i potem przez cały czas nogi dyndały mi w powietrzu. Dodatkowo przez dłuższy okres czasu nie domontowane zostały deski, tak więc ział tam spory otwór. Wtedy zrozumiałam, jak czuł się Malfoy… – albo dziwna dziura w ziemi na Bazie, wzorowana na toaletach używanych gdzieś w krajach arabskich(?), jeśli wierząc tacie jednej z moich współmieszkanek namiotu. Stawiało się stopy w wyznaczonych zagłębieniach po obu stronach dziury, kucało i załatwiało swój interes „na Małysza”. Podobno jest to bardziej higieniczne niż zwykły klozet, bo nie dotyka się deski, aczkolwiek mnie nie bardzo podeszło do gustu owe rozwiązanie, ponieważ… co, jeśli idziesz na dwójeczkę?…) oraz możliwości całodziennego czytania książki lub grania na PS-ie.
Koszmarnie nie było – bo co to, kilka ewakuacji z powodu burzy, kibelek bez spłuczki, przeklęte ranne zaprawy oraz – dwa razy dłuższy niż być powinien – rajd? To dla harcerza chleb powszedni. Osobiście jestem wielką fanką harcerskich akcji letnich (tyle wspaniałych osób w jednym miejscu!!!), a przeciwności losu (takie jak bieganie rano, pobudka w nocy czy decyzja kochanej kadry pt. „W tym roku będziemy się bać burzy”) nie bardzo mnie ruszają. A na pewno nie do tego stopnia, by nie polecić z całego serca niezrzeszonym bidulkom obozu harcerskiego.
Tegorocznym tematem były Potwory i Spółka. Każdy zastęp (namiot) miał wybrać sobie nazwę, która zawierała imię potwora. Mój namiot (ja + trzy anarchistki + jeden Biszkopcik + jedna Potterhead) otrzymał miano Tępych Dzid Sticha (nie mój pomysł! Gdyby nie dostały mi się praktycznie same Mugole w zastępie, nazwa byłaby fajniejsza). Reszta nie była lepsza (sąsiadowałyśmy m.in. z Cebulołakami i Bagnem Shreka). No, oprócz zastępu dziewczyn z 7NWGDHiZ, które nazwały się jak wampirzyce z Wiedźmina – Bruxy.
No, i tutaj należy wtrącić, że w Bruxach mieszkały zapalone fanki Wiedźmina (niewiarygodne, co?) oraz Władcy Pierścieni. W ogóle można by śmiało okrzyknąć je wszystkie mianem „fangirl” (i pomyśleć, że dostał mi się zastęp ignorantek, podczas gdy obok mieszkały tak świetne osobistości).
Cały obóz był jedną wielką zabawą. Słyszałam, że na niektórych koloniach (tych typu dwa tygodnie za półtora tysiąca) animatorzy olewają swoją pracę albo w godzinach pracy robią na odwal się, a po ciszy nocnej mają podopiecznych w nosie. I im jeszcze za to płacą. A w harcerstwie robisz, bo lubisz. Bo chcesz, by inni byli lepsi dzięki Prawu, które głosisz. Dzięki Przyrzeczeniu, które każesz powtarzać „aż dobrze wsiąknie” *śmiech AVPSowej Umbridge* (to było mniej więcej tak):
– Przypomnimy sobie teraz Przyrzeczenie Harcerskie – oznajmił nam prowadzący zajęcia pewnego słonecznego okresu przedobiedniego, uprzednio wyprowadzając nas w las i sadzając w kole. – Chcemy mieć pewność, że każda osoba z Krzyżem wie, czego się od niej wymaga oraz co przyrzekała. Powtarzajcie: Mam szczerą wolę.
– Mam szczerą wolę – powtórzyliśmy wszyscy posłusznie, nawet niezrzeszeni.
– Mam szczerą wolę – powiedział znowu prowadzący.
– Mam szczerą wolę – stwierdziliśmy unisono.
– Mam szczerą wolę.
– Mam szczerą wolę.
– Mam szczerą wolę.
– Mam szczerą wolę – powiedzieliśmy już nieco zirytowani.
– Mam szczerą wolę całym życiem – dyktował dalej.
– Mam szczerą wolę całym życiem – odrzekliśmy pocieszeni faktem, że posunęliśmy się nieco do przodu.
– Mam szczerą wolę całym życiem-
Tym sposobem powtórzyliśmy Przyrzeczenie. Potem każda osoba siedząca w kręgu musiała wyrecytować cały jego tekst. Kiedy popełniła zbyt wiele błędów albo nie powiedziała niczego składnego, zaczynaliśmy od początku, powtarzając razem. „Mam szczerą wolę” zaczęło brzmieć jak nazwa jakiejś choroby („Doktorze, mam szczerąwolę”, *rozlega się nadające dramatyzmu dam dam dam daaaaaaam*). Jednakowoż sądzę, że było im to potrzebne (im, początkującym), bo jak do licha można mieć Krzyż, a nie znać Przyrzeczenia?!
Pozytywnych stron było mnóstwo. Graliśmy w Killera (umarłam dopiero po kilku godzinach! Żeby nie było!) – losowaliśmy nawzajem swoje imiona, a osoba, której nazwisko mieliśmy na kartce, stawała się naszą ofiarą. W normalnej wersji gry należy podejść do odpowiedniej osoby i szepnąć jej na ucho „Pif paf, nie żyjesz!”. Nie może być przy tym świadków. Nasza wersja, zmeniona specjalnie dla początkujących straszaków, zaliczała zabójstwo, gdy osoba chociażby wzdrygnęła się, usłyszawszy nasz potworny ryk (lub przestraszyła się czegokolwiek innego, co zrobiliśmy) i byli przy tym świadkowie. Na przykład pewnej dziewczynie, która po prostu nie potrafi myśleć racjonalnie, gdy w pobliżu jest pająk, zabójca pokazał znalezionego w krzakach pajęczaka. Na ten widok dziewczyna z pozycji siedzącej znalazła się nagle dobre półtora metra dalej.
Po raz pierwszy na obozie, w którym uczestniczyłam, były zuchy. Miały masę atrakcji, ciekawe zajęcia i dobrą opiekę (zuchy, które nas przedwcześnie opuściły, wyjeżdżały tylko z powodów rodzinnych lub burzy). Mój ulubieniec, wzorowy zuch (uczciwy zdobywca Znaczka Zucha), wyglądał DOKŁADNIE TAK, JAK CARL GRIMES Z THE WALKING DEAD!!! A przynajmniej z pierwszego sezonu. Miał te śliczne błękitne oczyyyyyyy! I do samego końca obozu nie stał się dupkiem (odwrotnie do prawdziwego Carla), tylko się uśmiechał i w ogóle.
Co to ja jeszcze miałam pochwalić… Aaa, no ową częściową samowolę. W sensie wyglądu. W sensie tego, co założysz i czy umyjesz twarz czy nie. Tam nikt nie zwróci drugiej osobie uwagi (a przynajmniej nie powinien), że czapka nie pasuje jej do butów. Że w jej wieku nie wypada mieć skarpetek z Hello Kitty. Nikt nie powie nikomu, że śmierdzi, bo wszyscy śmierdzą. A po zajęciach z maskowania tylko napomkną że wypadałoby umyć twarz (z reguły można leśny makijaż nosić do apelu, bo w mundurze już nie wypada).
Ubóstwiałam momenty, w których nadchodził dzień kąpieli (Nie to, że jestem jakąś fanką pryszniców, ale STARAŁAM SIĘ myć co dwa dni. NAPRAWDĘ), kiedy siadałyśmy w rozsypanej kolejce pod drzwiami umywalni i gadałyśmy o różnych rzeczach. A najlepiej wspominam chwile, gdy ktoś rzucał w tłum uwagę:
– Ale się opaliłam.
I natychmiast odzywały się podnoszące na duchu głosy:
– To brud, nie opalenizna.
– Przyznaj się, kiedy ostatnio się myłaś?
– Poliż palec i przejedź po nodze, to zobaczymy.
A pierwsze słowa rodziców w Dniu Otwartym?
– Ale śmierdzisz.
– Masz brudną szyję.
Spoko było, tylko krótko. A przez przenosiny (pierwszy tydzień podobóz znajdował się w lesie, a w drugim przenieśliśmy się na łąkę obok jeziora, z obawy przed walącymi się drzewami podczas burzy) wydawało się, że jeszcze krócej.

To teraz spędzę kolejny rok w oczekiwaniu na następną świetną wakacyjną przygodę… Na szczęście mam StarKidów <3 (BTW radzę obczaić komentarze pod Wcale-nie-kolejnym-monotematycznym-postem – znalazła mnie jakaś fanka StarKidów i zaproponowała coś supermegafoxyawesomehot!!).

No i ten, papa, idę się brać za Zapychacza Blogowego od Magnolii c:

8 myśli nt. „HWDP – Harcerze Wreszcie Dali Popis!

  1. ~magnolia9912

    No hejo! :D
    Przepraszam za opóźnienie, ale emocje związane z Rybnikiem mną targały, mam nadzieję, że wybaczysz ^^ (euforia związana z zobaczeniem ukochanego zespołu po raz drugi w życiu skutecznie uniemożliwia napisanie przejrzystego komentarza)
    „Doktorze, mam szczerąwolę” mnie ómarło xD Pytanie tylko, do jakiego lekarza-specjalisty należałoby się udać z takim problemem?
    W ogóle super brzmi to wszystko, a to niemycie się mi się skojarzyło z opisami Woodstocku :P (a toi-toie z Rybnikiem, ale od trzech dni wszystko mi się z Rybnikiem kojarzy ;_;) Akurat w te wakacje nie byłam na żadnych koloniach, ale nie żałuję, bo jestem aspołeczna i wszelkie takowe imprezy są dla mnie na tyle dużą dawką stresu, że potem przez parę miesięcy nie umiem się pozbierać D:
    Dobra, pozdrawiam i idę dalej płakać w kącie, że Chaz nie zdjął koszulki w Rybniku :ccc

    Odpowiedz
    1. ~Marchewiasta

      Wybaczam, wybaczam :) Już się zabiorę do tych TAGów, a potem do pseudorecenzji (PSEUDORECENZJI, nie recenzji PSEUDOUTWORÓW ;)
      I cóż…
      I GOTTA GET BACK TO HOGWARTS
      I GOTTA GET BACK TO SCHOOL
      I GOTTA GET MYSELF TO HOGWARTS
      WHERE EVERYBODY KNOWS I’M COOL

      Odpowiedz
      1. ~magnolia9912

        BACK TO WITCHES AND WIZARDS AND MAGICAL BEASTS,
        TO GOBLINS AND GHOSTS AND TO MAGICAL FEASTS,
        IT’S ALL THAT I LOVE AND IT’S ALL THAT I NEED AT
        HOGWARTS!
        Przepraszam za offtop, musiałam xD
        P.S. Mam najlepszą klasę ever – pięciu chłopaków i dwadzieścia trzy dziewczyny :D :D :D

        Odpowiedz
  2. ~magnolia9912

    Hej hej, to znów ja, i znów z nominacją do taga ^^’ Ale tym razem o tematyce potterowskiej, więc może nie zabijesz mnie tak od razu ._. W dodatku nie jest nawet w połowie tak wymagający jak nieszczęsny TMI TAG, więc nie musisz się martwić. Szczegóły w Biurze Obsługi Klienta. Ewentualnie na moim blogu. Dobra, idę dalej trwać w żałobie po ś.p. Wakacjach :c
    *oddala się, podśpiewując „Gotta Get Back to Hogwarts”

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>