Miesięczne archiwum: Luty 2016

Całkowicie StarKidowy Post (Mój Musical Roku 2015)

tumblr_inline_nrn5fiN9hb1ql55oy_500

 

CZY KTOŚ POWIEDZIAŁ „MARCHEWA, WRÓĆ”?

*Od razu na wstępie przepraszam za brzydki wygląd poniższego tekstu, ale od czasu mojego ostatniego urzędowania na tym blogu coś się widocznie pozmieniało i będę musiała rozgryzać to
od początku.*

Heej… No to się przeciągnęło, nie ma co. Planowałam wrzucić ten post zaraz po Nowym Roku, jako że miał być to „Mój Musical Roku”, ale, cóż, nie wyszło. 

Jednakowoż był to tak genialny pomysł, iż postanowiłam, że go zrealizuję,
ale zupełnie inaczej, niż Ty, Magnolio (na marginesie: obiecuję nadrobić posty
na Twoim blogu oraz napisane przez Ciebie fanfiction, nie powiem kiedy, by nie rozczarować, ale zrobię to na pewno).

Są dwie części tego posta (kiedyś może ewoluuje).
W pierwszej części można sobie wybrać, bo są dwie opcje:

  • opisać w skrócie, co działo się przed musicalem, co jest powodem tego, co dzieje się w trakcie,
  • opisać (nie w skrócie – opowiedzieć) o zdarzeniach z dnia wcześniej.

Istnieje jeszcze trzecia opcja, opcja narysowania komiksu, ale ten blog stworzony był do opowiadań, a dawno żadnego tu nie było. A co jest lepsze, niż fanfikcja? :p
Tak więc… Akcja mojego krótkiego opowiadania rozgrywa się wieczorem, 25 lipca 1848r. na farmie rodziny Dikrats (btw skrótu imienia Slippery When Wet – SWW – używam na porządku dziennym i jestem święcie przekonana, że jej rodzina również go używała).

 

Jack Bauer, dwukrotnie upomniany o zachowanie ciszy oraz trzykrotnie poproszony
o opuszczenie pokoju dzieci, nic sobie nie robił z gróźb żony i widoku jej zniecierpliwionej miny.

Miał dla niej niespodziankę i nie mógł dopuścić do tego, by nastawienie Slippery When Wet ostudziło jego zapał.
– Kochanie, już? – zapytał szeptem.
– Szszszsz! – zasyczała agresywnie w odpowiedzi, wskazując mu drzwi. Klęczała przy łóżku ich młodszego dziecka, siedmioletniego Craphole’a, który miał problemy
z samodzielnym zasypianiem. Chłopczyk trzymał mamę za rękę, a ona drugą dłonią głaskała go po głowie. Jackowi Bauerowi wydawało się, że Craphole już dawno śpi,
a SWW się z nim droczy. Czekał już dziesięć minut, chłopiec oddychał miarowo
i spokojnie, a kobieta wpatrywała się w jego dziewczęcą buzię, gładząc blond czuprynę, opadającą na czoło dzieciaka.

Na łóżku przy przeciwległej ścianie spała Mouthface. Ona zasypiała samodzielnie, nie prosiła o bajkę na dobranoc. Jack był jej za to wdzięczny, bo oznaczało to, że nie będzie musiał czekać dłużej.
Slippery When Wet wreszcie wstała, wyswobadzając delikatnie dłoń z zaciśniętych palców synka. Jack Bauer omal nie podskoczył z ekscytacji, narastającej z każdym krokiem żony. Kobieta jednak ani myślała jeszcze wychodzić.
– Ale… kotku… Ona już śpi! – powiedział półgłosem, garbiąc się w wyrazie rezygnacji na widok SWW kucającej przy łóżku córki. – Ile można…
– Gdzie ci się tak spieszy? – odwarknęła, naciągając cienką kołdrę na ramiona śpiącej dziewczyny i zgarniając jej włosy za ucho. – Jak Boga kocham, uspokójże się, bo zaraz sam będziesz usypiał Craphole’a!
– Dobrze, dobrze, czy możesz to załatwić szybko?… Cokolwiek zamierzasz zrobić?
Odpowiedziała mu zabójczym spojrzeniem i stanęła naprzeciw niego. Wzięła się pod boki i zadarła głowę, by spojrzeć mu w oczy.
– Czy dla ciebie te dzieci cokolwiek znaczą? Czy nie możesz zaakceptować tego, że poświęcam im czas?
„O-oł”, pomyśał Jack Bauer. „Zaczynają się poważne pytania. Wycofaj się, Jack, jeśli nie chcesz skreślić szansy na wspaniałą noc”. Pozwolił, by szeroki uśmiech wpłynął na jego twarz.
SWW jednak nie zmieniła wyrazu twarzy. W dalszym ciągu miała zaciśnięte usta
i ściągnięte brwi. Mężczyzny to nie zraziło.

– Mam dla ciebie prezent.
– Jest ważniejszy niż nasze dzieci?
Nie tak łatwo dało się zmienić temat, rozmawiając ze Slippery When Wet. Jack ledwo powstrzymał się przed przewróceniem oczami, bo wiedział, że tego nie znosiła.
Kiedy wreszcie udało mu się wyciągnąć żonę na dwór, zasłonił jej oczy apaszką
i zaprowadził pod drzwi przylegającej do tylnej ściany domu stodoły.

– Kochanie, zaczekaj chwilę – powiedział mężczyzna, zostawiając SWW na zawnątrz,
a sam wszedł do stodoły. W środku było bardzo ciemno i pachniało sianem. Na gwoździu po prawej stronie, na wysokości jego szyi, wisiała szklana latarenka. Jack Bauer zapalił ją i uniósł panad głowę. Światło wydobywające się z tej małej latarenki oświetliło całą stodołę: stos siana pod jedną ścianą, górę sprzętu rolniczego pod drugą, rysunki Craphole’a, przedstawiające hodowlane zwierzęta, a także jakieś niespotykane, zapewne wymyślone przez niego samego stworzenia, zdobiące najdłuższą ścianę, oraz napis „kocham cię” na podłodze, ułożony z siana.

Jack Bauer przykucnął i wziął ze stosu suchej trawy długi, wysuszony kłos. Przytknął go do płomienia, żarzącego się w latarence, a kiedy źdźbło zajęło się ogniem, odłożył je na ziemię, by napis mógł się zapalić. Kiedy całe „k” już płonęło, postawił lampkę na ziemi i wyszedł po Slippery When Wet.
– Co właściwie chcesz mi pokazać? – spytała kobieta, gdy Jack Bauer ujął ją za rękę
i wciągnął do stodoły.

– Dzieło sztuki. Właściwie to dzieło natury, ale dzięki moim umiejętnościom stało się sztuką… Voila! – zawołał, rozwiązując chustę, zakrywającą oczy SWW.
Jack spodziewał się, że jego żona złapie się za serce w zachwycie i nagrodzi go gorącym pocałunkiem albo ewentualnie wyda z siebie radosny okrzyk i obdarzy pocałunkiem. Slippery When Wet istotnie złapała się za serce i wydała z siebie okrzyk, ale nie wyglądała na zachwyconą, ani nie brzmiała radośnie. I nie dostał pocałunku, tylko cios pięścią w ramię.
– SPOWODOWAŁEŚ POŻAR??
– O czym ty mówisz, kotku? – zdziwił się – Nie widzisz napisu? To moje wyznanie miłości płonie, tak jak nasze uczucie…
– ZWARIOWAŁEŚ?! ZGAŚ TO!
Wybiegła ze stodoły. Jackowi zrobiło się smutno. To wcale nie wyglądało jak pożar. Ogień rzeczywiście trochę wymknął się spod kontroli i pożerał właśnie te ohydne rysunki Craphole’a, ale taki miał być efekt! Kiedy płomienie zaczęły lizać sufit, postanowił zainterweniować. Chwycił w ramiona kupę siana i rzucił w płomienie, licząc, że to zadusi to ogień.
Jak się przekonał sekundę później, nie zdusiło, a nawet podsyciło. Trochę się zdenerwował, ale stwierdził, że może po prostu nasypał za mało, więc wziął kolejną porcję.
Nim zdążył rzucić, usłyszał chlupot i zimna woda oblała mu kostki. To Slippery When Wet przybiegła z wiadrem wody, zapewne pełniejszym na początku sprintu od studni,
i wylała resztę jego zawartości na najwyższe płomienie, wspinające się po ścianie przylegającej do domu.

– To na nic! – wydyszała SWW, upuszczając wiadro. – Leć po dzieci, ja pobiegnę po tatę, musimy uciekać!
Nim zdążył cokolwiek powiedzieć, wybiegła. On pobiegł także, dogonił ją przed wejściem do domu, lecz pozwolił jej wbiec pierwszej. Slippery When Wet, wykrzykując imię swojego ojca, rzuciła się do jego łóżka, a Jack Bauer pognał po wąskich schodach na piętro.
– Tato, dlaczego krzyczycie? Jest późno – stwierdziła z wyrzutem Mouthface, kiedy wbiegł do dziecięcego pokoju. Craphole spał niewzruszony, ale kiedy tata nim potrząsnął, otworzył oczy.
– Dzieciaki, musimy się zbierać.
– Jest środek nocy – ziewnęła Mouthface.
– Co się stało? – zapytał przestraszony chłopiec, wyskakując z łóżka.
– Bierzcie najważniejsze rzeczy, musimy uciekać.
– TATO! – wrzasnęła Mouthface, gdy ściana przy jej łóżku zaczęła płonąć.
Jack Bauer złapał ją i ściągnął z łóżka. Mouthface chwyciła braciszka za rękę i stanęli razem w progu, nie wiedząc, co robić. Ich ojciec tymczasem grzebał w ich kufrach
z ubraniami. Rzucił Mouthface okropną, błękitną sukienkę w drobne, białe kwiatki. Craphole’owi dostały się jakieś krótkie spodenki i koszula w kratkę. Porwali jeszcze buty spod łóżek i uciekli z domu.

Kiedy wypadli na dwór, Slippery When Wet złapała dzieci w ramiona. Za jej plecami stał kompletnie ubrany staruszek o długiej, białej brodzie, człowiek, który przyczynił się do narodzin ukochanej Jacka Bauera. Trzymał w rękach słój z pieniędzmi.
Jego córka wyglądała na zmartwioną i wściekłą jednocześnie. Spojrzała na swojego męża nienawistnym wzrokiem i mocniej przytuliła dzieci, które ze zgrozą w oczach patrzyły, jak ogień pochłania ich dom rodzinny.
– Kochanie, wszystko będzie dobrze – Jack Bauer objął ją ramieniem. – Mamy pieniądze, pięcioosobową załogę… Słyszałem, że taki jeden stan, Oregon, jest rajem na ziemi. Może się tam wybierzemy?
– Raczej nic lepszego nie mamy do roboty – zauważyła zjadliwie Slippery When Wet, ścisnęła ręce dzieci i ruszyła w kierunku miasta.

Tak mniej-więcej to wyglądało :P

Częścią drugą jest przedstawienie faktów o głównych bohaterach. Szczerze, to nie chce mi się pisać o wszystkich, bo myślenie o przeszłości Matki zajęło mi baaardzo dużo czasu, więc skupię się tylko na kilkorgu z nich.
Co zacieklejsi fani produkcji, które odniosły sukces, tworzą coś, co określa się mianem „headcanon”, co można wytłumaczyć, jako zbiór faktów o danym bohaterze fantastycznym, które zostały potwierdzone przez jego twórcę, albo takich uznanych jako pewnik przez jakąś osobę, którym autor nie przyklasnął, ale też ich nie wykluczył.

Jack Bauer

  • Dobra, po pierwsze, Jack Bauer wydaje mi się osobą, która ma obsesję na punkcie Świąt Bożego Narodzenia. Szczerze mówiąc, to dla niego nie jest to świętowanie narodzin Pana i Zbawcy, a czas spotkań z rodziną, śpiewania kolęd i ozdabiania domu. Nie to, żeby jakoś specjalnie chciał zacieśniać więzy z dzieciakami, ale z oczywistych względów ciągnie go pod jemiołę z SWW.
  • Jest tą jedną osobą z paczki, która opowiada zabawne historie ze swojego życia. Tą osobą, która, zdawałoby się, opisała już każdą minutę swojej egzystencji,
    a jednak ma jeszcze wiele w zanadrzu, dodatkowo żadna z jego opowieści nie jest nudna lub nieśmieszna.
  • Nie wydaje mi się, by jakoś specjalnie obchodził go fakt, że ma dzieci. Zachowuje się bardziej tak, jakby to Slippery When Wet była jego całym światem, a Craphole wyszedł przez przypadek (mówiąc nieco dobitnie). No, ale skoro już ma te dzieci, to przecież nie będzie dla nich niedobry czy coś. Po prostu SWW jest u niego na pierwszym miejscu (o ironio, zupełnie odwrotnie niż on dla niej!).
  • A teraz coś bardzo prawdopodobnego, co wywnioskowałam z piosenki When The World’s At Stake – kiedy spotkał SWW był całkiem bogaty. Kobieta śpiewała przecież, że ojciec Mouthface nie miał zbyt wiele pieniędzy. Jeśli z tego powodu go zostawiła, to przecież nie mogła wyjść za kolejnego biedaka. A więc Jack Bauer miał kiedyś sporo kasy. Może stracił ją w taki sposób, jak w sklepie w Independence? Może wyprawił imprę z okazji ślubu i ktoś go oszukał, dopisał kilka zer do wyceny kosztów? Musiał mieć kasę przynajmniej do narodzin Craphole’a. Pewnie stracił ją wraz z domem.

 

A zanim o SWW, muszę się przyznać, że mam dylemat dotyczący cyferek i dat w TTO! Wiemy, że zdarzenia w musicalu to rok 1848, a Dziadek w 1812 walczył z homarami. Jeśli by przyjąć, że wojna z nimi była odzwierciedleniem tej brytyjsko-amerykańskiej, to musiała zakończyć się po dwóch latach. Jak wiemy, skończyło się to na wywaleniu Dziadka na brzeg, zabraniu mu żony i okradzeniu go z pieniędzy. Idąc tym tropem, Slippery When Wet musiała narodzić się pomiędzy rokiem 1812 a 1814 (jeśli Eleanor była jej matką. Ale mogła nią nie być, bo przecież Jack Bauer był na pogrzebie swojej teściowej. Ale wtedy nie pogrzebaliby pustej trumny, bo przecież mieliby ciało tej drugiej… W ogóle to Eleanor mogła być homarem, mieliśmy przecież February i Robaka, czemu nie Homarzycę (Homarkę?) i Dziadka?).
Jednak mogło być też tak, że Titty-Mitty znał się z rodziną Jacka Bauera. Wtedy mężczyzna musiał być kilka lat starszy od SWW, skoro pamiętał pogrzeb jej matki.
Iiii to dałoby nam wytłumaczenie, jak SWW spotkała Jacka: pewnie Titty-Mitty poczuł się zobowiązany, jako ojciec, do pomocy córce, gdy ta nie miała w sumie nic (tylko nowonarodzoną córeczkę). Może zwołał znajomych, mających synów, i tak Slippery When Wet mogła wybierać pomiędzy bankierem, stolarzem a farmerem. Może widziała w Jacku potencjał (bo niby w sumie co innego, bankier musiał mieć dużo więcej kasy) albo pozostała dwójka była jakaś toksyczna czy coś.

Jeśli by przyjąć taki obrót spraw, to nawet sporo rzeczy by się zgadzało. Najlepiej przyjąć, że SWW urodziła się w 1814, bo wtedy po dodaniu 18 (wieku, w jakim została matką) i odjęciu tego wszystkiego od 1848 otrzymujemy 16. Jak dla mnie, Mouthface mogła mieć szesnaście lat. Bardziej jakieś 13, no, do piętnastu, ale wtedy Eleanor nie mogłaby być matką Slippery When Wet.
CHYBA ŻE to Titty-Mitty nie jest jej biologicznym ojcem. Co, jeśli Eleanor (człowiek) wskoczyła do łóżka z Cornwallisem (homar)? A potem nie mogła zajmować się córką
i oddała ją mężowi z lądu? Wtedy Mouthface mogłaby mieć 8-15 lat. Zostaje tylko rozstrzygnięcie tego, jakim cudem kochanka Cornwallisa przeżyła tyle lat pod wodą. Może i naprawdę była homarzycą (homarką?).

To może brzmieć nieprawdopodobnie, ale to w końcu StarKid.

 

SWW

  • Dobra, najważniejszy fakt: chyba każdy czasem tak ma, że strzelają mu stawy.
    No więc jej nie. Jest świetnie rozciągnięta, robi gimnastykę poranną. Przecież nie mogła tak doszczętnie porzucić marzenia o zostaniu tancerką, nie? W ogóle, uwielbiam pomysł (swój własny, tak brzydko się chwaląc), że gdyby żyła jeszcze wcześniej, w czasach Gwiezdnych Wojen, to zostałaby tańczącą niewolnicą
    w Pałacu Jabby.
  • Wydaje mi się osobą, która trzyma się swoich noworocznych postanowień, jeśli już je robi. A na pewno robi je innym ludziom. Takiemu Jackowi na przykład (Craphole na pewno co roku otrzymuje karteczkę z tym samym zdaniem: „Przestanę wkładać przedmioty do ust”).
  • W ogóle, matko, czy tylko ja uwielbiam jej miłość do dzieci? Zostawiła tego pierwszego mężczyznę, a wydawało się, że coś do niego czuła (ten jej uśmiech na jego wspomnienie w jej piosence?), bo nie mógł zagwarantować ich córce dostatniego życia. Chciaż może… to on ją zostawił? I dlatego rozważała pozbycie się jego potomstwa? Jakkolwiek było, musiała zrozumieć, że to było także i jej maleństwo, bezbronna duszyczka, potrzebująca ochrony. Porzuciła więc swoje marzenie o byciu tancerką, zdecydowała wychować nieplanowane dziecko, którym została niefortunnie obdarowana. Potem właściwie wywaliła Jacka Bauera
    z rodziny i ruszyła na pomoc córce, którą już raz uratowała i postanowiła zrobić to znów (no, ale Jack się ogarnął, bo, jak wspomniałam, Slippery When Wet była dla niego tak ważna, jak dzieci dla SWW).
  • Oprócz tego jakoś nie wydaje mi się, by wyrażała złość krzykiem. Bardziej pasują do niej sarkastyczne teksty, trafiające w samo serce (jak wtedy podczas kłótni
    z Mouthface), groźna mina i udawanie śmierci.

 

Mouthface

  • Jest na świecie kilka osób, które nigdy nie noszą niczego na rękach. Ani pierścionka, ani bransoletki. Noo… Mouthface jest jedną z nich.
  • Pomimo tego, że Jaime pewnie absolutnie olśniewąco wygląda w bieli, to dla mnie Mouthface jest tym pechowym typem człowieka, który nie może nosić białych ciuchów, bo szybko przestają być białe.
  • Byłaby dobra w kosza. Tak sądzę.
  • Iiii, jako totalną supermoc, daję jej odporność na opryszczkę. Tak. Taka jest dla mnie Mouthface.

Może dla niektórych te cechy Mouthface mogą wydawać się wzięte z nikąd, wymyślone na poczekaniu, ale oto chodzi w headcanonach! Byle by były jakoś podobne do charakteru postaci.

 

Craphole

  • Ok, ok, ok, po pierwsze, ten dzieciak totalnie sznuruje buty tym sposobem na dwa uszka.
  • Założę się, że podkradał Mouthface lalki (Boo… ostatnio przeczytałam, że podczas TTO!, gdy kamera go nie łapała, bawił się kurami. No, ruszał nimi tak, by dziobały ziemię, dreptały dookoła, całowały się… Po prostu myślę, że jakieś samochody nie są zbyt odpowiednie do zabawy w udawany związek).
  • Czy to przez Lauren, czy nie, ufam, że często zasypia w różnych dziwnych miejscach i starsi muszą odkładać go do łóżka.
  • Skarżypytaaa. Definitywnie skarżypyta.

 

No. To tyle. Sporo czasu kreowałam ten post. Wena mnie opuściła na bardzo długo, wybaczcie drogie panie czytelniczki. Nawet za fajny to on nie jest. Miałam tyle pomysłów naraz, a przy tym takiego lenia, że, cóż, zeszło się. Do tego dochodzi jeszcze wniknięcie do świata mitów Percy’ego Jacksona, śledzenie wydarzeń w serialu The Walking Dead i emitowane w tv Gwiezdne Wojny oraz ich najnowsza część. I Tumblr. Tumblr pożera życie.

Tak więc, panno Magnolio, żyję i mam się dobrze. Ano, jak widzisz, Inolvidable, planowałam wstawić post. Wreszcie się udało. Witam Was znów i natychmiast żegnam, niech Moc będzie z Wami, niech los zawsze Wam sprzyja, wielbcie BHola i strzeżcie się Sztywnych. Nie, nie tych z Altruizmu.