Miesięczne archiwum: Marzec 2015

Wcale-nie-kolejny-monotematyczny-post

+ EDIT (15.03.)

 

 

…Lecz niestety nie pozwolił mi zabrać ze sobą mojej weny. Tak więc przybyłam do Internetów z kolejnym śmieciowym, pełnym zachwytu i uwielbienia postem.

Dokładnie miesiąc temu, czternastego lutego, fandom Starkidów odżył. No, może i odżył w USA, Anglii, Rosji czy Australii, ale w Polsce to chyba już umarł dawno temu :c Tak czy inaczej, bardzo przyjemnie spędziłam owe święto zakochanych, oglądając kilkakrotnie The Trail to Oregon!

To było tak epickie, że aż brak mi słów *o*

Krótkie wprowadzenie? Wieeele lat temu Jeff (m.in. Aladdyn) miał fioła na punkcie gry pt. „Oregon Trail!„ (taaak, to jest do niej link, bo każdy powinien chociaż spróbować przeżyć na oregońskim szlaku c: Tylko radzę nie używać przycisków służących do tworzenia polskich znaków, gdyż wtedy gra się zawiesza). Przez jakieś dziesięć lat starał się napisać scenariusz oparty na jego ulubionej grze, lecz udało mu się to dopiero wtedy, gdy spotkał Braci Lang. Matt i Nick (starkidowscy twórcy scenariuszów) bardzo szybko się z tym uporali (w końcu w trakcie wakacji 2014 wystawiali dwa przedstawienia – TTO i Ani) i tak oto wyszło im to arcydzieło… Z najmniej liczną obsadą ever.

mcdooneveryone else

 

I to „Everyone Else” :DD No, nieprzypadkowo, w końcu Joey był magiczny, OMG, jego rozgranięcie i role O.O

Sama także pograłam sobie kilka razy w tą grę. Z jakiegoś tam filmiku dowiedziałam się, że początkowo była tylko projektem dla jakiś studentów historii Stanów Zjednoczonych. Przedstawia bowiem zdarzenie historyczne – emigrację szlakiem oregońskim w latach czterdziestych XVIII wieku. Chodzi głównie o to, że ma się pięcioosobową rodzinę, wóz i kasę, a trzeba dotrzeć do Oregonu. Można znacznie wpłynąć na przebieg rozgrywki, gdyż naszym zadaniem jest wybranie dnia rozpoczęcia podróży, zawodu pasażerów naszego wozu (trzy rodzaje ludzi: stolarz, bankier i farmer), ich racji żywnościowych, ilości godzin spędzonych na jeździe i odpoczynku, zapasów i imion. Farmer ma najmniej pieniędzy, dlatego gdy dojdzie do Oregonu dostaje największą premię. Nawet gdy jest się bankierem niezwykle trudno przeżyć: co chwilę któryś z pasażerów łamie to rękę, to nogę, dostaje gorączki albo nawet odry. Najgłupsze jest to, że gdy jeden z ludzi zachoruje, prawdopodobnie zarazi się i reszta, gdyż wszyscy przebywają całe dnie w jednym pomieszczeniu.

Mój brat także strasznie podjarał się „Oregon Trail!” (oczywiście z połączenia naszych dziwnych gustów powstało pięć piekielnie głupich imion: Donut Lee, Draco, Gumaberr, Qtas, i Jajoczacha), ale nie udało nam się dotrzeć na miejsce.

Dobra, wracając do TTO – miałam napisać, że szanse na wygranie „Oregońskiego Szlaku” zwiększają się po obejrzeniu starkidowskiego musicalu, ewentualnie odsłuchaniu piosenki Independence, ale jeśli się najpierw nie grało, to nie ma szans, by wychwycić żywcem wyjęte z gry momenty.

UWIELBIAM te nowe piosenki. Ojejkujejkujejku, Rachael Soglin!! Ludzie, RACHAEL! Oh My Dead Vicious Wizard God! Jaka ona jest świetna!! Proszę, nadszedł czas, by zacząć mi wypominać, że w ostatnim poście zjechałam ją za granie Jasminy, ale każdy popełnia błędy, nie? Za rolę Matki uwielbiam ją z mocą, z jaką nienawidziłam jej w Twisted. Jeju, po prostu… Była genialną Mamą! Achhh, jej piosenka, o matko, to było tak śliczne…



Do gustu przypadła mi także genialna piosenka Jaime (jakże by inaczej – Jaime miałaby nie śpiewać jak zawodowiec??), a zwłaszcza ostatnia zwrotka, którą rozpoczynają słowa:

I won’t stop ’till I find you again even if you’re a pile of ash



Z Lost Without You powiązana jest inna piosenka, Wagon on Fire, w której McDoon/Joey podpala wóz Dikratsów i porywa Mouthface.

Albo Naked in a Lake xDD Czyli moment, w którym Aladdynowi udało się w końcu przekonać księżniczkę do rozebrania się :3

Bardzo ciekawym doświadczeniem było zobaczyć Lauren, która nie wygląda jak strach na wróble :P To znaczy – przybyło jej trochę ciałka xD Znowu zagrała malutkiego, uroczego, nieco zniewieściałego chłopczyka :3 Nie mogę uwierzyć, że kiedyś była Taz :o To wydaje się wprost niemożliwe…

Ten głupiutki siedmiolatek, Craphole, zwyczajnie podbił moje serce. Nie tylko dlatego, że to Lauren :P Miał on bowiem okropny zwyczaj wsadzania wszystkiego do buzi. Jeśli to coś, co się w jego ustach znalazło, nie próbowało wyjść, lądowało w żołądku. Gif powyżej pokazuje moment, w którym starał się dowiedzieć jak działa broń…

Ekhem.

To jest Jeff Blim. Aladdyn.

No, nie bez powodu mówi się, że ludzie popełniają błędy. Błędy. Błędy, bo jak widać można popełnić nawet dwa pod rząd. W sumie, to nie powiedziałam nigdy, że nienawidzę Jeffa. Mówiłam to o granym przez niego bohaterze. Aleee to nieważne, uwielbiam Ojca, Jacka Bauera, z TTO! tak samo jak Mamę. Był nieco upośledzony, fakt, spalił własną farmę, owszem, świadomie połknął jad węża, no tak. Ale był super :D A jego piosenka o harówce, jaką jest podróż przez pustynię, The Grind, taniec, w ogóle zachowanie reszty rodziny:

cokolwiek

 

Mama/Slippery When Wet/Rachael machnęła ręką, odwróciła się i udawała, że ma go w nosie (miała do niego żal za spalenie gospodarstwa, zrzucenie wszystkiego na wolę bożą i nieumiejętność skupienia się na wykonywanej czynności. Dodatkowo, to przecież on wybrał dla nich karierę farmerów, co równało się z tym, że daleko oregońskim szlakiem nie zajadą), Syn/Craphole/Lauren, początkowo przerażony czy też zaskoczony wyczynami Taty po chwili dołącza do tańca z ogromnym uśmiechem na twarzy (doświadcza większości rzeczy po raz pierwszy, poznaje je z pasją, kocha zwierzęta – dlatego zatrzymuje kurę jako pupilka). Córka/Mouthface/Jaime jest widocznie zdegustowana, w ogóle nie jest zainteresowana niczym, co według jej bliskich jest warte uwagi. Nie podobają jej się te „wakacje”, jest znudzona, jedyne, o czym marzy, to jakiś czarujący mężczyzna, który zabierze ją daleko od jej rodziny. A Dziadek/Titty-Mitty/Corey zwyczajnie nie lubi męża swojej córki. Zapewne gdyby mógł, posłałby go tam, gdzie trafiły homary, gdy zwyciężył z nimi wojnę. Nie widzieliście nigdy homarów na lądzie? – Nie musicie mu dziękować.

Najlepsza była reakcja Craphole’a na śpiew Dziadka w Pays To Be an Animal – kiedy Titty-Mitty palnął: And when you wake up with mud on your dick!… Mouthface była wniebowzięta i dopingowała staruszkowi, natomiast chłopiec gapił się jak na totalnego debila :v

bbb

 

A Joey? O matko, coś pięknego. Tytuł musicalu nie powinien brzmieć „The Trail to Oregon!”, ale „Ilu różnych bohaterów może zagrać Joey Richter w blisko dwie godziny”.

Taaak, ale oglądanie tego musicalu nie zawsze było zabawą, czy też edukacyjną zabawą. O mało nie spanikowałam, gdy na końcu pojawił się napis CHOOSE WHO DIES!

Nie będę spoilerować, ale było cudownie. Piosenka piękna, zwłaszcza pierwsze wersy, nim zaczną się bąki… A Joey tworzący pierdzące odgłosy rozłożył mnie na łopatki xD

 

Iiii… chyba za dużo już tych Starkidów… albo po prostu AVPM – za każdym razem, gdy słyszę Joey’a mówiącego „well” mam wrażenie, że zaraz zacznie śpiewać „Voldemort Is Going Down”.

 

Dobra, pomówmy o czymś innym!

Dłuższy czas temu oglądałam pewien film. Był on w tym samym temacie, co reszta co popularniejszych książek czy filmów ostatnich kilku lat – świat się popsuł, nastały zupełnie nowe rządy, zmieniły się priorytety i moralność. USA wymyśliło jednak jakiś działający patent i w ich państwie powodziło się genialnie. W końcu stwierdzili, że jest za nudno, za spokojnie, więc w jedną noc w roku znosili wszystkie przepisy. Można było popełniać zabójstwa, kraść, wszystko. Immunitet miał tylko rząd.

Bardzo fajna historia się z tego wywiązała, naprawdę. Nie umiem powiedzieć na pewno, czy to film był tak emocjonujący, czy to po prostu ja jestem zbyt emocjonalna, ale były chwile, w których wrzeszczałam do ekranu. Baardzo warte obejrzenia, serio, podobało mi się strasznie – Noc oczyszczenia: Anarchia. Mam nadzieję, że zrobią kolejną cześć (ta była druga), bo obejrzałabym :)

Noc oczyszczenia oglądałam pewnego wieczora razem z bratem. Po jej zakończeniu stwierdziliśmy, że skoro ‚jest sobota i dopiero 23:ileśtam”, to obejrzymy kolejny film. Z racji tego, iż brat był śpiący i nie miał żadnych argumentów, włączyłam mu Twisted :DD Obejrzeliśmy dwa odcinki, kiedy uznał, że zaraz zaśnie, ale przedtem powiedział, że „było ok”. Można sobie wyobrazić moją radość:

Niestety, kiedy chciałam dokończyć oglądanie powiedział, że nie ma ochoty :c Być może znudziło go to całe śpiewanie… Przyznał jednak, że najbardziej podobał mu się moment z „Fu*k you, fu*k you!” z początkowej piosenki :3

Jak już jestem przy szczęściu i radości, to powrócę do walentynkowego bodajże wieczora, kiedy to oglądałam po raz enty TTO!, a tata usiadł przy mnie na kanapie. Trafił akurat na moment, w którym przeprawiali się przez rzekę, a Mouthface trzymała się kamienia, by nie utonąć. Zerknął na ekran i – nawet nie słysząc, bo to ja miałam słuchawki – stwierdził „Ta to dobrze gra”. Byłam taka dumna z Jaime, że zwróciła uwagę mojego taty, i szczęśliwa, że mój tata na nią spojrzał :)))) Potem pokazałam mu filmik,  w którym uchwycono potknięcie podczas sceny z polowaniem. Corey przypadkowo złapał się za brodę i wyrwał ją sobie. Przez pierwsze kilka sekund aktorzy udawali, że stało się coś naprawdę strasznego (bo w końcu ni z tego, ni z owego Dziadkowi odpadła broda xD), a zaraz potem Lauren nie wytrzymała i zaczęła się śmiać. W końcu tylko Jaime grała dalej i jako jedyna robiła przerażoną minę :P

 



A co mogę powiedzieć, jeśli nie sprowadzi to znowu tematu na The Trail to Oregon? Mogę się pożalić, że już prawdopodobnie nigdy nie zagram w Uncharted… Jak do tego doszło? Otóż nasze (moje i mojego kuzyna) PS3 po niemal pięciu latach zaczęły się psuć. Kiedy brat wbił do pokoju z wiadomością „Sprzedaję swoje PS3, wszystkie gry, bla bla bla…” prawie go nie słuchałam, nawet mi się żal tych gier nie zrobiło, bo po co by mi one były, skoro sprzęt po upływie pół godziny zacinał się na amen? Tak więc kuzyn sprzedał wszystko, a po kilku dniach odwyku mój brat-współlokator uruchomił rzężącego staruszka i… chodził. Grał w Bioshocka ze trzy godziny i ani razu mu się nie zawiesiło. Doszliśmy wtedy do wniosku, że ta chwilowa „choroba” była winą GTA5, w które to obaj chłopcy cisnęli do upadłego.

No i sama myśl o straconym Uncharted (którego właściciel podobno by nam oddał, gdybyśmy mu wcześniej nie nagadali, że nasz sprzęt też się wyrobił) wywołuje u mnie podobną do tej reakcję:

Ale w sumie dobrze, że to nie ja sprzedałam wszystkie swoje gry na marne :P Teraz moje rodzeństwo katuje Rayman Legends (ładna grafika, zajefajna muzyka). Ostrzegam jednak – to powoduje agresję. Wymaga zręczności, a poziom powtarzany od nowa po raz dwudziesty niezbyt cieszy…

Ech, to chyba tyle w tym poście. Po przeczytaniu go mam nadzieję, że nikt, kogo spotykam na co dzień, nie czyta mojego bloga. Mam wrażenie, że wtedy zamiast patrzeć się na mnie przyjaźnie obojętnym wzrokiem, mógłby zacząć zerkać ze strachem. W końcu kto normalny ogląda musicale?! Musicale o penisach, kąpieli nago i kochaniu z tygrysem?? A, i jeśli już mowa o MAMD – przeczytałam jakiś czas temu o tym, że Nick Lang myślał o sztuce o Joey’u i fabryce RedVinesów (coś jak Charlie i fabryka czekolady). Zrezygnował z tego pomysłu, bo na końcu okazywało się, że RedVinesy są robione z ludzi (to chyba była drobna aluzja co do ich smaku – podobno cała miłość Starkidów do tych smakołyków to żart, bo wszyscy ich nienawidzą), a to stawiałoby ich twórców w złym świetle. Zgadnijcie, proszę, co postanowili wystawić w zamian?…

MAMD

xD Ach, ja i Paint…

To już raczej naprawdę koniec posta, muszę wracać do lektury. Echh, wstawanie rano jest takie trudne, a zwłaszcza, gdy myśli się o tym, ile bzdur czeka na ciebie w szkole…

(Gify z płaczącą Lauren? Czegóż na tym blogu jeszcze nie było? :v) W ogóle to bardzo ciekawe – mam wrażenie, że wszyscy fani Starkidów traktują Lauren jak małe dziecko, jak młodszą siostrzyczkę, uroczą dziewczynkę, a tymczasem jest ona kobietą. Całkowicie dorosłą, dwudziestodziewięcioletnią kobietą. W sumie to chyba przez to, że przeważnie gra małych, słodkich chłopców. Nawet w TTO! musiała upewnić widownię, że znowu gra płeć przeciwną do swojej xD

Jeszcze tylko kilka screenów/gifów/obrazków, obiecuję:

BJNDDM

 

 

many years ago

 

 

tto

 

 

they call me downTO. TYLKO SPÓJRZCIE. Czy nie byłoby to genialne? Down, najtwardszy cyborg we wszechświecie przeciwko miękkiemu Upowi, ekipie  G.L.E.E., Robakowi i Taz (jedynej osobie w drużynie dobrych, która skopie każdy tyłek). Perfekcja.

lupin

doyouwanttogooutside

youwagonisonfire

 Ostatnie, urocze miny Lauren:

lolohellacute

oooooooooooh

O, zapomniałam się pochwalić: przetłumaczyłam zwiastun AVPM/AVPS, zrobiony przez Nicka Langa:



Oraz zaczęłam robić to samo z TTO!, bo czemu nie? link

Dobra, koniec, a jutro powinnam zrobić edit, jeśli będzie mi się chciało. Do napisania!

 

Oto edit:

Moja miłość do Starkidów rośnie z dnia na dzień (dnia bez odsłuchania chociaż jednej z piosenek nie przeżyję. Jestem rozdarta, ponieważ z jednej strony nie chcę wydawać 40zł na soundtrack, ale z drugiej strony chciałabym doświadczyć tego uczucia, że pomagam tymi nędznymi – dla posługujących się dolarami – groszami i w jakiś sposób doceniam ich pracę), więc nie dziwne jest to, że na wielce ciekawych lekcjach religii i biologii rysuję te dziwne rzeczy, związane z ich musicalami. Ponadto zdecydowałam się wreszcie namalować coś na wygranym przed laty w konkursie płótnie (nie namalowałam, bo nie umiem posługiwać się farbami, ups). Wyszło mi to:

20150314_213140

 

 

A ten rysunek wyszedł z zastanawiania się nad tym, jak Lauren z Taz spadła na Craphole’a:

20150314_212122

 

 

Mojej twórczości byłoby na tyle. Mogę się jeszcze tylko pochwalić tym, że mój brat przeczytał Gwiazd naszych wina. Na wstępie stwierdził „Ta Hazel to umrze, nie? To takie przewidywalne” (wtedy zaczęłam się śmiać w duchu nad jego naiwnością). A potem było tylko „Dlaczego on umarł?…

 Dobranoc!