Miesięczne archiwum: Wrzesień 2014

Monika – córka rzeźnika 2

Hej!

Witam po trzecim tygodniu spędzonym w szkole! Już zaczęłam tęsknie myśleć o okolicach Bożego Narodzenia – wtedy to będzie można kupić „Wnuczkę do orzechów” M. Musierowicz, na którą z niecierpliwością czekam. Oto efekt tego czekania, to opowiadanie:

 

Ewentualnej odpowiedzi Hieronima przeszkodziła jego mama, wołając z kuchni, żeby przyszli na tort.

Swoim oświadczeniem Anita uzyskała tyle, że teraz zamiast w Monikę, chłopak wlepiał oczy w nią. Z otwartymi ustami. Wyglądał idiotycznie, ale widocznie nie mógł się zdecydować, czy wybuchnąć śmiechem, czy rzucić jakąś wredną uwagę. Nowo poznana kuzynka patrzyła na niego z wyższością i szerokim uśmiechem, a w końcu wstała, sugerując, że powinni wykonać prośbę pani Borowicz. Hieronim przepuścił dziewczyny w drzwiach, zostając trochę z tyłu, ale Monika usłyszała, jak mruczy pod nosem „Akurat”.

Pomimo że dziewczyna była pewna, że zareagowałaby bardziej żywiołowo, to rozumiała zdziwienie chłopaka na wieść o tym, że jakaś obca dziewczyna najpierw wprasza mu się do domu z walizką, a potem oświadcza, że jest jego siostrą. To było mocno podejrzane, choćby dlatego, że Hieronim zdawał się w ogóle nie poznawać swojej samozwańczej siostry, a i jego mama nie witała jej tak, jak zazwyczaj wita się rodzinę. Jaki miała motyw? Chciała ich okraść?

- Siadajcie. Hiruś, weź łyżeczki.

Dziewczyny zajęły miejsca po jednej stronie uprzątniętego już stołu kuchennego. Krótszym bokiem dotykał on ściany, także mogło przy nim usiąść pięcioro osób, w tym jedna naprzeciw ściany. Pani Borowicz podała im po talerzyku z kawałkiem grubego kremowo-czekoladowego tortu, a Hieronim podał łyżeczki, po czym usiadł z mamą po drugiej stronie stołu.

Mama Hieronima oparła łokieć o blat, a na dłoni brodę i wzrokiem zachęciła dziewczyny do jedzenia. Monika zerknęła na koleżankę, która już brała do ust kawałek ciasta i także sięgnęła po łyżkę.

Tort smakował jak zepsute mleko zmieszane ze starą czekoladą i nieprzyzwoitą ilością bitej śmietany. Siłą woli zmusiła się do zachowania uśmiechu na ustach. Smakowało ohydnie. Podniosła oczy na kobietę, która patrzyła na nią w oczekiwaniu. Powinna coś powiedzieć?

- Mmmm… – przełknęła, walcząc z pragnieniem wyplucia ciasta z powrotem na talerz – Sama pani upiekła?

Opuściła głowę, by zjeść kolejną łyżkę. Czy nikt tego wcześniej nie jadł?!

- Nie – brzmiała odpowiedź. Monika już chciała delikatnie zauważyć, że w takim razie w cukierni nie zauważyli, że czekoladzie i mleku skończyła się data ważności, kiedy kobieta dodała – Mój syn.

Dziewczyna połknęła swoje niewypowiedziane słowa wraz z kolejnym kęsem. Uch, Hieronim zdecydowanie nie nadaje się do gotowania. Użycie przeterminowanych składników pasowało do frajerowatości i niezdarności, jaką sobą okazywał.

- Nie smakuje wam? – spytał Hieronim z dziwną satysfakcją.

- Nie bardzo – zgodziła się Anita, a Monika spojrzała na nią jak na wariatkę. Czy ta dziewczyna mogłaby chociaż przez chwilę pomyśleć, zanim coś powie?! Jak musiał poczuć się Hieronim, kiedy gość powiedział mu prosto z mostu, że poczęstunek mu nie smakuje? Przeniosła wzrok na chłopaka, spodziewając się zobaczyć zawiedzioną minę, ale on się uśmiechał.

- Mówiłem, mamo! Nikomu nie smakował! Niech już Kacper więcej nic nie piecze, bo w końcu nas potruje.

Pani Borowicz westchnęła, zebrała talerzyki, nie słuchając nieśmiałego protestu Moniki, i zgarnęła resztki do śmietnika, a talerze włożyła do zlewu. Wróciwszy do stołu, mrugnęła do dziewczyn i mruknęła:

- Tylko nie mówcie Kacprowi, jak skończył jego debiut kulinarny… Aż dziwne, że nikomu nie smakowało, przecież to ten przepis, co zawsze.

- On po prostu nie ma talentu – wytłumaczył mamie uczynnie Hieronim, szczerząc zęby. – Zdarza się.

Mama posłała mu niepochlebne spojrzenie, a potem wyszła z kuchni, uprzedziwszy, że idzie tylko otworzyć okna, bo gorąco.

- Twoja mam nie jadła tego ciasta? – spytała Anita, jakby chcąc dowiedzieć się o Borowiczach jak najwięcej w jak najkrótszym czasie.

- Chciałbym powiedzieć, że to dlatego, że Kacper go zrobił – zarechotał Hieronim, wyluzowany już, przekonany, że jak na razie żadna z dziewczyn go nie ugryzie – Ale moja mama po prostu nie lubi mleka i wszystkiego, co z mleka.

Anita miała minę, jakby chłopak opisywał coś ohydnego, zbyt dziwnego, by żyło. Widocznie zrozumiała, ze w takiej sytuacji, jej domniemana ciocia nie lubi czekolady. Gdyby nie to, że rozległ się dźwięk domofonu, najpewniej wypowiedziałby na głos swoje myśli. Bardziej zajęło ją to, czemu Hieronim, usłyszawszy dzwonek, jęknął „Wrócił…” i oparł z rozmachem czoło o blat stołu. Zdążyła spytać „Kto wrócił?”, kiedy w przedpokoju rozległ się tupot i do kuchni wpadł amorkowaty dzieciak.

- Mamooo! – krzyknął rozentuzjazmowany, wodząc jaśniejącymi oczami po zebranych. Nie doszukawszy się rodzicielki, a za to dwóch osób płci pięknej, uśmiechnął się szeroko, ukazując drobne ząbki. – Dzień dobry. Wiecie co?

Ku uciesze dziecka, żadna z nich nie wiedziała. Maluch, obdarzony uroczymi blond loczkami i słodziutką tuszą, podskoczył, ogromnie podniecony i pisnął:

- Widziałem KOKODYLA!

- Krokodyla, głupku – warknął na to Hieronim, wciąż leżąc z czołem na stole.

- No, kokodyla – powtórzył chłopczyk kiwając główką – I wiecie co ten kokodyl?

- Jak zgaduję, to wszyscy mamy to gdzieś… – wymamrotał Hieronim, ale jego braciszek patrzył na dziewczyny, które zgodnie pokręciły głowami, uśmiechając się do dzieciaka. Tamten natomiast wyprostował jedną rękę przed siebie poziomo, a drugą pionowo i kilka razy klasnął nimi, obrazując kłapanie paszczy gada.

- Zjadł całą rybkę! Jednym kłapem.

- A ciebie zjeść nie chciał? – zasmucił się jego starszy brat, podnosząc głowę i wykrzywiając usta w podkówkę.

- No co ty! On tylko rybki jadł. Prawda, tato?

Ostatnie słowa skierował do faceta, który właśnie pojawił się w kuchni: wysokiego gościa z wypukłym brzuchem i blond włosami, za którym weszła mama chłopców i jeszcze jeden z braci Borowicz – podobny do taty, aczkolwiek chudszy, czarnowłosy siedemnastolatek.

- Prawda, sam widziałem – zarzekł się prędko mężczyzna, unosząc dłoń do piersi i puszczając oko do dziewczyn. W chwilę potem zamarł, a jego usta przybrały kształt litery „o”. Gapił się oczywiście na Monikę. Dziewczyna, speszona jego wzrokiem, schyliła się, udając, że coś jej upadło, tym samym odsłaniając Anitę. Na jej widok „o” pana Borowicza powiększyło się dwukrotnie, po czym zmieniło w szeroki uśmiech.

- Pamiętasz, kochanie, jak ci mówiłem, że Damian ma córkę? – rzekł, podchodząc do Anity i kładąc jej rękę na ramieniu. Dziewczyna natychmiast popatrzyła na Hieronima z miną mówiącą „A nie mówiłam?”.

- Jasne, że pamiętam. Nawet bidulki nie poznaliśmy, bo ją zabrał na drugi koniec kraju…

- To ona. – oznajmił po krótkiej chwili tata Hieronima. Dwaj chłopcy – Kacper i Stefan – popatrzyli na swoją kuzynkę. Starszy w osłupieniu, młodszy z radością. Hieronim widocznie już się napatrzył, bo znowu opierał głowę o blat, a był nieco zaczerwieniony na policzkach, zapewne wstyd mu było, że dziewczynie nie uwierzył.

Po tym, jak mama Hieronima przeprosiła Anitę, że jej nie poznała, zostali wygonieni na dwór. Wyszli we troje, bo Hieronim za żadne skarby nie chciał zabrać Stefana, a Kacper zamknął się w swoim pokoju. Zaprowadził je do parku. Szli zupełnie tak, jak w jego śnie, okrążając park, lecz chłopak już prawie się nie obawiał, że nagle ta nieznajoma dziewczyna zatopi w jego brzuchu nóż. Fakt faktem, miała tak samo na imię i wyglądała zupełnie jak tamta Monika, ale z charakteru nie bardzo ją przypominała. Chłopak wspominał cutscenki, w których zabójczyni pokazywała na co ją stać. Nie, to muszą być po prostu dwie podobne dziewczyny. Ta zła mówiła, co myślała, a ta tutaj wstydziła się wypowiedzieć swoje zdanie na temat tortu Kacpra. I uśmiech miała mniej psychodeliczny.

- Fajnego masz braciszka – odezwała się Monika, zerkając na niego. Żeby nie przyłapała go na tym, ze znowu się na nią gapi, prędko odwrócił wzrok i udał, że wpatrywał się w Anitę.

- Nooo… Jak uważasz – wzruszył ramionami, krzywiąc się na wspomnienie pulchnej gęby braciszka.

- A ty jak uważasz?

- Wiesz, nie jest taki słodki, jak się z nim mieszka. W jednym pokoju na dodatek.

- Co w nim takiego złego? Jest mały i słodki.

- Zależy. Kidy śpi, jest spoko. Kiedy jest poza domem, jest jeszcze lepiej – wyjaśnił jej niecierpliwie. Głupie pytanie, raczej powinna spytać: co jest w nim dobrego? Co jest w ogóle dobrego w posiadaniu młodszego rodzeństwa? Nagle przypomniał sobie, że Monika sama jest młodszą siostrą i nie wie, jak to jest, gdy taki mały bachor lata po domu. Z drugiej strony, ona wygląda dużo bardziej zachęcająco, niż jego osobisty brat. Po pierwsze, jest niewielka różnica wieku pomiędzy nią a Frankiem, po drugie, z nią nie trzeba się bawić. Same plusy.

- E tam, przesadzasz – machnęła ręką Monika, a Hieronim aż się żachnął. Jakie tam przesadza?! Ona go nie zna! Kto w końcu jest jego bratem? Mówi mu, że nie ma racji, a jej argumenty to tylko pierwsze wrażenie. Już chciał jej zwrócić uwagę na te fakty, gdy wtrąciła się jego nowa siostra:

- Skąd się znacie? Chodzicie razem do klasy?

- Nieee… – chłopak wypuścił całe powietrze, które zaczerpnął, by udzielić reprymendy Monice – Chodzę z jej bratem. Do klasy. A ona jest młodsza.

- Nom – przytaknęła Monika, a zaraz potem dodała – Jeśli mogę spytać…

- Możesz… – odrzekła ostrożnie Anita, a Hieronima aż skręciło, by odpowiedzieć „nie możesz”. Zaczynał dostrzegać w niej wady. Gadulstwo. Po co tyle słów? Nie żal jej śliny?

- No to… Jak to jest możliwe, że praktycznie nie wiedzieliście o sobie nawzajem?

- Prawda jest taka, że ja dowiedziałam się o nim jakieś dwa lata temu – powiedziała Anita. – Zauważyłam, że tata wypisuje w… styczniu, marcu, wrześniu i lipcu kartki z życzeniami, pocztówki i inne takie. – Obeszli duże drzewo, wyrastające ze środka chodnika i poszli w kierunku, z którego przyszli. Ten spacer nie miał większego sensu, ale dzięki niemu Hieronim jakoś wypełniał swój czas do obiadu – wtedy miał zamiar zostawić dziewczyny same sobie. – A dzięki serialom pokroju „Ukrytej prawdy” zaczęłam podejrzewać, że tata ma kochankę – obie dziewczyny zachichotały, a Hieronim przewrócił oczami. Co za kretynki… – Zapytałam go w końcu do kogo te listy, a on opowiedział mi swoim bracie. No i jestem. Przyjechałam do was na wakacje – dokończyła, szturchnąwszy chłopaka w ramię.

- Hiiireek! – krzyknął ktoś za nimi.

Cała trójka odwróciła się i popatrzyła na biegnącego w ich kierunku krótko ostrzyżonego chłopaka. Wreszcie stanął przed nimi z uśmiechem na ustach, odsłaniającym krzywe zęby.

- Hej, Kuba – odezwał się Hieronim. Tego brakowało. Klasowy pajac.

- Nie zagrałbyś z nami w nogę?

- Sorka, ale mam zajęcie – wskazał kciukiem w stronę dziewczyn.

Kuba zrobił złośliwą minę.

- Ach, rozumiem, ale dwie dziewczyny na jednego chłopaka…

- Odwal się – warknął Hieronim – To siostry.

- Nnnoo, to jak tam gra? – zmienił temat. – Podoba się?

- Nie grałem dużo… – odrzekł Hieronim, zerkając na Monikę.

- Aaa, to nie będę ci spoilerował… Tylko uważaj, tam jest jeden taki poziom, który wydaje się trudny, ale ja powiedziałem sobie „YOLO” i przeszedłem za pierwszym razem. Tak czy inaczej…

- Raczej bym wolał mieć niespodziankę – przerwał mu chłopak – Chyba cię wołają z boiska – wymyślił na poczekaniu. Ku jego uciesze, Kuba to łyknął.

- Serio? – spojrzał przez ramię i po chwili już gnał w tamtym kierunku – Pa!

- Oł, więc jesteśmy siostrami? – zdziwiła się Anita.

- Taki skrót myślowy – wzruszył ramionami chłopak.

- Nie lubisz go? – spytała znowu, krzywiąc się do pleców chłopaka.

- Nie, lubię, jest spoko, po prostu strasznie się jara tą grą i to jest wkurzające. Ale z drugiej strony, gra jest mocna…

- A co to właściwie za gra? – wtrąciła się Monika, a Hieronim rozegrał trzysekundowy konflikt w swojej głowie, zastanawiając się, czy powinna wiedzieć, że jest podobna do cyfrowej postaci. Postanowił, że jej nie powie, bo jak nie wie, to może nic jej nie odwali.

- Aaa… taka jedna. Eee… zabijanka – odrzekł lakonicznie, rozglądając się za czymś, czym mógłby zmienić temat.

- Serio, skoro gra ci się podoba, to przecież możesz nam trochę poopowiadać, nie? Ja posłucham,nie krępuj się. Jak za bardzo się rozgadasz, to cię spacyfikujemy – wyszczerzyła zęby, a chłopak się rozeźlił.

- Jesteś dziewczyną – warknął, jakby to było jakąś przeszkodą – Dziewczyny nie powinny interesować się grami.

- O matko, ależeś stereotyp zawalił – zaśmiała się na to – Przykro mi, wyrosłam z lalek. Nie wściekaj się, możesz podać chociaż tytuł. Może mój brat grał…

- NIE! – krzyknął Hieronim,aż jakieś dziecko na rolkach wywróciło się, spoglądając na niego przez ramię. – Odczep się ode mnie!  Zamknij się wreszcie, bo nie wytrzymam!

Dziewczyna oniemiała. Ale tylko na chwilę zapomniała języka w gębie. Zmarszczyła brwi i powiedziała urażonym tonem, czerwona na twarzy z zawstydzenia:

- Dobrze. Oczywiście. Już sobie idę.

I odwróciła się na pięcie, szybkim krokiem przecięła park i po chwili zniknęła mu z oczu.

- Brawo, kretynie – Anita trzepnęła go w ramię – Wychowanie pierwsza klasa.

I ona też go opuściła.

- Co zrobiłeś Monice?

Na dźwięk tego pytania trzasnął drzwiami. Świetnie, już kuzyneczka zdążyła się poskarżyć. Zdjął buty, wszedł do dużego pokoju i spojrzał na siedzące obok siebie na kanapie mamę i Anitę. Ta pierwsza czytała streszczenie na okładce jakiejś książki, a siostrunia wgapiała się w ścianę, jakby tam było coś to oglądania.

- Obraziła się – odpowiedział, siadłszy na taborecie pod ścianą – I poszła do domu.

- Nie obraziła się – zaprzeczyła ostro Anita – Uraziłeś ją.

- Na jedno wychodzi – warknął chłopak, a tamta znów zaprzeczyła.

- Po prostu zeszła ci z drogi – stwierdziła tonem znawcy.

Hieronim nie zdążył jej zwyzywać, bo do pokoju wkroczył z ważną miną Stefan. Podszedł do mamy i położył jej rączki na kolanach.

- Tata już mi przeczytał tą bajkę – oświadczył.

- O, to sprawdzimy, czy słuchałeś – Kobieta odłożyła książkę i posadziła chłopczyka obok siebie. – O czym tatuś ci czytał?

- O Kasi…

- Wiesz, że to było chamskie? – szepnęła do Hieronima Anita, podchodząc bliżej – Tak wydrzeć się na nią za niewiadomoco.

- Nie potrzebuję twojej reprymendy! – obruszył się na to. Przez ułamek sekundy zastanawiał się skąd zna tak mądre słowo, a potem dodał jeszcze – Za dużo gadała. I spadaj w ogóle!

Anita zrobiła obrażoną minę i odeszła. Hieronim westchnął ciężko.\

- Dlaczego Kasia nie płakała, gdy spadła z rowerka? – zapytała mama Stefana.

- Bo kierownica przebiła jej płuco – odpowiedział ponuro Hieronim.

Ów inteligentny żart o dziewczynce, która nie płakała, spadłszy z roweru, opowiedziała mi koleżanka, a uznała go za bardzo zabawny. Nie podzielam jej zdania, ale do charakteru Hieronima świetnie pasuje.



Ta wersja pokazuje, jakby to było, gdyby ten film nie był filmem.

Gdyby taka przerażona, smutna kobieta pobiegła w góry i zaczęła śpiewać. To wygląda, jakby była bardziej samotna, niż na prawdę jest. Ale to jej tup, tup, tup w niektórych momentach mnie urzekło ^^

Ta, było coś z Frozen, trza jeszcze popisać się twórczością ;)

20140916_161920

 

Tak wygląda okładka mojego zeszytu od matmy. Ci, co czytali „Harry’ego Pottera”, powinni zrozumieć, czemu narysowałam dementora ze słowem „matma” na szacie – otóż dementorzy wysysają z życia szczęście, a mniej więcej tak działa na mnie matematyka xD

Może w zimę wreszcie zasypię bloga wyszukanymi na Tumblrze obrazkami z Krainy Lodu… Ta mania chyba mi nigdy nie minie, tak jak zamiłowanie do „Pacyfikatora” (w czwartek o 20 na TVPuls ;)

To co? Do napisania?