Miesięczne archiwum: Sierpień 2014

Spoilery tego i tamtego :v

Dzień dobry:)

TEN POST ZAWIERA  SPOILERY. JEŚLI NIE CZYTAŁEŚ „BAŚNIOBORU” (a to się pewnie zmieni, jeśli lubisz czytać) NIE CZYTAJ DALEJ.

Przeczytałam serię o Baśnioborze po raz drugi (trochę na wyścigi z moim bratem, który wreszcie wziął się w garść i postanowił wzbogacić swoją listę wartych przeczytania książek chociaż o „Baśniobór”), po upływie dwóch lat od poprzedniego razu. To wystarczyło, żebym zapomniała, że Coulter umarł, Paprot był synem Królowej Wróżek, Efira zaś ciotką Pattona, a nawet, że ciocia Annabelle i wujek Steve jednak żyją*!

Każda z książek „Baśnioboru” przeszła przez ręce czworga ludzi, a nikt nie zniszczył tak „Tajemnic Smoczego Azylu”, jak mój brat. Po jego użytkowaniu wygląda tak, jakby prawdziwe smoki używały jej jako nici dentystycznej. Wystarczyło, by pewien inteligentny chłopiec zostawił ją na noc na podłodze, a śwince zachciało się zrobić sobie spacerek. Trafiła oczywiście na moją książkę i nadgryzła sporą część okładki.

Trzeba było widzieć minę mojego brata, gdy czytał mi na głos ostatnie zdania czwartej części xD Miałam z niego niezły ubaw:

- Stowarzyszenie por… – w tym momencie poderwał głowę znad książki i wytrzeszczył na mnie oczy, otwierając szeroko usta, totalnie zdziwiony i zaskoczony – ALE JAK TO??! DLACZEGO?! JAK??? xD

Strasznie przyjemnie czytało mi się tą serię. Nawet pomimo, że nie było tu czegoś takiego, jak w „Harrym Potterze”, a co bardzo mi się podobało, czyli takiego powracania, łączenia wątków. Już w „Kamieniu Filozoficznym” jest taki przykład. Harry znajduje w czekoladowych żabach kartę z Dumbledorem i czyta tam o Nicolasie Flamelu. Potem, gdy Hagrid mówi im o tym człowieku, czytelnik może sam połączyć fakty, dotyczące tego, gdzie Harry widział nazwisko alchemika. Albo w piątej części, gdy znajdują podczas sprzątania kwatery Zakonu Feniksa medalion, który nie daje się otworzyć, a potem okazuje się, że był to horkruks :o 

Najwięcej śmiechu dało nam jednak gdybanie. Otóż: Kendra i Paprot. Gdyby kiedyś byli razem, to na pewno chcieliby mieć potomka. A kim by był ich dzieciak? No, czymś pomiędzy człowiekiem a jednorożcem. Dobra, to bliżej: czym jest jednorożec? Takim magicznym koniem. Reasumując: ich dziecko byłoby pół człowiekiem – pół koniem. Opis brzmi znajomo? Tak, właśnie. Tak powstały centaury xD

Zastanawiałam się, czy by nie odpowiedzieć na pytania z tyłu książki, ale chyba mi się nie chce :P Poza tym, pytania są trudne: „Gdybyście mogli śledzić losy jednej z postaci po zakończeniu piątego tomu, o kim chcielibyście usłyszeć?” No, chciałabym słyszeć o Raxtusie. O tym słodziaku, ponad normę męskim wróżku, który zabił Navaroga :3 Ale, gdyby tak pomyśleć, to on nie ma nic do zaoferowania. Co, może miałabym śledzić jego treningi z ojcem? Chyba umarłabym z nudów :/ Przenoszenie się między kapliczkami też nie brzmi zachęcająco. A Kendra? W sumie, to chciałabym patrzeć, jak układa się jej związek ze starożytnym magicznym koniem i czy doczekają się centaurzątka :D Ale Seth. Seth, Seth, Seth. On zawsze poprawiał mi humor. Oczywiście dzięki inteligentnym uwagom, a nie dziecinnym wyskokom, jakie śmieszą mnie u Mikołajka. Seth jest super,  a nie jak Garfield, który z kolei mnie nie śmieszy. (Pamiętam czasy, kiedy brechtałam się przy „Tomie i Jerrym” i kiedy mój dziadek rechotał na całe mieszkanie :3) Seth rządzi!

Los chciał, by najlepsze pomysły na zabawę przychodziły nam do głowy wtedy akurat, gdy musimy sprzątać. Ostatnim razem, gdy spod łóżek, szaf, stołu i z kilku pudełek została na środku pokoju usypana górka z zabawek, naszło mnie na coś takiego:

20140828_163309[1]

Eee, tak, ten w wózku to Paprot xD Trzyma Vasilisa, a ciągnie go nie Hulk, a Hugo. To może byś niedaleka przyszłość: Baśnioborowi znowu coś grozi, na szczęście Seth jeszcze nie oddał Śpiewającym Siostrom Miecza i dlatego pożyczył go Paprotowi, by ten wojował za nich… Albo po prostu dlatego siedzi w wózku jednorożec w bluzie, bo tak działa moja wyobraźnia? Może być też tak, że nie mam ludzika czy lalki adekwatnie odzwierciedlającej Setha. No cóż. Przyjmijmy, że całe czworo dziadków plus rodzice zakazali rodzeństwu Sorensonów udziału w walce, Kendra naturalnie się posłuchała, a Setha dla bezpieczeństwa zamknęli w Skrzyni Ciszy. Tak, tak było.

 

OK, koniec o Baśnioborze. Po tej genialnej lekturze zajęłam się inną książką Mulla, czyli „Wojną Cukierkową”. Tu wreszcie było to powrócenie, związane z Czystą Kartą (jednym z cukierków). Potem dopadłam „Drogę” Cormaca McCarthy’ego. Tam najczęściej powtarzające się słowa to 1. „dobrze” w dialogach, 2. „popiół” w opisach, 3. „umrzemy”/”śmierć” w przemyśleniach i dialogach. No i kilka razy w opisach drogi. Koniec skojarzył mi się z końcem „Jestem Legendą” – jeden bohater zmarł, drugi odnalazł dobrych ludzi i przeżył. Nie sposób było się nie rozpłakać ;( Tak bardzo przypominało TLoU :(( Było takie smutne.

Z racji tego, iż słabo działa mi Internet, nie będzie w tym poście obrazka z Frozen. Świętujcie! (Za to macie filmik c:)

 

*tzn. dziadkowie Larsenowie. Sprytnie wymyśliłam to z moim bratem, żeby móc rozmawiać, nie spoilerując przy tym naszej siostrze, która jest dopiero na odkryciu stawu najad…

Do napisania! :)