Miesięczne archiwum: Listopad 2013

Bezsensowne opowiadanie 2

Jest gorsze niż tamto, bo trochę zagmatwane, ale proszę:

 

Drzwi klatki zatrzasnęły się z hukiem. Dziewczyna leżała przygnieciona mężczyzną, z którego rany w głowie sączyła się krew, plamiąc jej piżamę. Przed oczami miała czarne cienie i łzy, które zawdzięczała mocno ugryzionemu językowi. W panice wypełzła spod trupa, co nie było łatwe, bo miała ręce skute na plecach. Jednak nie przejawiała najmniejszej ochoty, by przeszukać umarłego w poszukiwaniu kluczyków, więc po prostu odsunęła się jak najdalej od niego.
– Celował do nas – Przypomniała sobie człowieka ze snajperką. – Kilka centymetrów, i to ja byłabym martwa – uprzytomniła sobie, już nie na żarty przerażona.
Na zewnątrz przetoczył się jeep z działkiem maszynowym na pace. Z okropnym hałasem wiżyczka zaczęła wypluwać niezliczone ilości pocisków. Dziewczyna zdała sobie sprawę, że na ulicy przeżyje góra kilka minut. Panował tam taki zamęt, że równie dobrze żołnierze tego samego oddziału mogli mierzyć do siebie. Wzięła się w garść i wlazła na schody.
Na drugim piętrze mrugała zepsuta żarówka, na pozostałych czterech było ciemno. Pięć pięter, na każdym trzy mieszkania. „Jak zareaguje człowiek, którego w środku nocy obudzi zakrwawiona dziewczyna?” – zastanawiała się.
Szczerze wątpiła, by ktokolwiek pozostał jeszcze w tym bloku, a tym bardziej mógł spać w takim hałasie. Ruszyła w górę, idąc przy samej poręczy – stopnie obsypane były szkłem, a niefajnie byłoby, gdyby jeden z odłamków wbiłby się w jej gołą stopę.
W końcu zebrała się w sobie i zapukała do jednego z mieszkań na drugim piętrze.
Odpowiedziała jej cisza. Tylko jedyne działające źródło światła wydawało dziwny odgłos. Zaczęła kopać w drzwi i wreszcie otworzyły się.
Kiedy w drzwiach stanęła przelękniona kobieta z czymś na twarzy, co w tym świetle wydawało się żólte, żarówka wybuchła. Obie wrzasnęły, a kobieta odbiegła w głąb mieszkania, nawet nie zamykając drzwi.
Dziewczyna chwilę stała w miejscu, a jej serce biło jak szalone. W końcu drgnęła i z trudnością sięgnęła po klamkę i zamknęła drzwi, kierując się na ostatnie piętro. Światła z ulicy dawały akurat tyle światła, żeby widzieć kontury przedmiotów.
Nagle potknęła się o coś i musiała przytulić się ramieniem do ściany, by nie upaść. Zapaliło się światło – dziewczyna wcisnęła przez przypadek kontakt – i zobaczyła ciało leżące na podłodze.
Odskoczyła, znowu o coś się potykając. Łokciem nacisnęła klamkę i wpadła do czyjegoś mieszkania. Światło na klatce zgasło, a drzwi odbiwszy się od ściany zatrzasnęły się, zamykając pomieszczenie.
Powoli podniosła się z podłogi i rozejrzała. Znajdowała się w przedpokoju, w głębi widziała kanapę i stół. Podeszła tam i na niskim stoliku znalazła otwartą walizkę, a w niej kluczyki i liścik:

Marku,

Nie mogłam dłużej czekać. Dostałam natychmiastowe wezwanie, kazali mi stawić się w Bazie.

Zostawiłam Ci klucze, wiem, że zawsze gubisz. Jeśli już znajdziesz Małą, prędko z nią uciekaj! 

Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, zobaczymy się na dywaniku u A.
Uważaj!
Beata.

Dziewczyna odniosła wrażenie, że „Mała” to ona. Możliwe, że jest w mieszkaniu policjanta, który leży tam, na dole… Ale po co miałby jej szukać? Kto to jest A.?  Postanowiła, że przede wszystkim teraz pójdzie spać, bo mimo przeżyć, oczy kleją jej się niesamowicie.

 

To tyle na dziś;3 Thank you for your comment!