Miesięczne archiwum: Wrzesień 2013

Słupek

W drodze powrotnej ze szkoły, rozmawia się o różnych sprawach. O rzeczach błahych i mało istotnych, ale też o przyszłości. W naszym przypadku, po recyklingowej i rozszumianej lekcji przyrody, padło na ekologię.

- Ja nie rozumiem, po co segregować te śmieci – mruknęłam bardziej do siebie niż do Aśki czy Sońki. – Przecież i tak w końcu wszystkie wsypią do jednego kosza. A z drugiej strony, niech se segregują, ale po co mamy się o tym uczyć?!

- Taaa… – przytaknęła Aśka – Jak ta ekologia pójdzie w ruch, to kiedyś zamiast piątki, będzie się przybijać drzewo.

- Aha! – Ożywiłam się. – Do nadgarstka będzie piątka, a do łokcia – drzewo. Drzewo! – wrzasnęłam i przybiłam dziewczynom.

Przeszłyśmy przez ulicę i stanęłyśmy koło naszego ukochanego Słupka ( tyle mamy z nim wspomnień i tyle naszych głupich rozmów wysłuchał, że należy mu się nazwa własna pisana wielką literą). Jak co rano, co popołudnie, stanęłyśmy i wyglądałyśmy na trzy ni to dwunastolatki, ni to gimbuski;  Aśka – wyższa o nas dwóch prawie o głowę, blondynka z krótkimi włosami, rumianą twarzą i dużym nosem; Sońka – też blondynka, z grzywką na czole i sporymi oczyma w kolorze piwa, oraz tendencją do garbienia się (gdyby nie to, byłaby ode mnie wyższa!); i ja – rudzielec i bardzo bladej cerze i wiecznie zimnych dłoniach.

- Wiesz co? – zwróciła się do mnie Sonia – Jak tak stoisz bezczynnie, to weź wyciągnij mi kanapkę.

- Sama se wyciągnij – prychnęłam i, jak zawsze, robiąc sobie na przekór i wydobywając jedzenie z nowego plecaka przyjaciółki. – Fajny plecak.

- Wiem – mruknęła, rozpakowując kanapkę, a papier wyrzucając na chodnik

- I diabli wzięli ekologię – mruknęłam, patrząc, jak wiatr porywa śmieć, jak samochód go przejeżdża i jak Aśka robi dokładnie to samo co Sońka.